Już niebawem.. niebawem.. :)

W tym roku jestem zdecydowana zagospodarować jak najlepiej dostępną mi przestrzeń balkonową i parapetową, a być może nie tylko i zamienić ją w źródło wypielęgnowanych własnoręcznie smaczności 🙂

Na pierwszy ogień pójdą:
domowa uprawa

Już się nie mogę doczekać! Zwłaszcza pomidorków koktajlowych..

Mój miły nie podziela mojej sympatii do tych małych pomidorków: „Co to w ogóle jest? Przecież nikt tego nie je! Takie małe…” tak je skwitował :D. Faceci..

W sprawie domowej uprawy roślinek polecam stronę ehow, bardzo fajne filmiki i instrukcje jak uprawiać w domu rośliny jadalne (i nie tylko). Jednak problem jest taki, że z jakiś przyczyn trudno jest się poruszać po tej stronie i zobaczyć wszystko co tam maja ciekawego.

Fajne jest też eatseasonably gdzie można zobaczyć bardzo krótkie wytyczne co teraz sadzić i w jaki sposób, ale nie tyczy się to tylko sadzenia w domu / na balkonie niestety, za to jest na tej stronie bardzo fajny kalendarz warzyw sezonowych w zakładce what to eat now.

Z polskich stronek jest słoneczny balkon, z pewnością przeczytam całą lub prawie całą zawartość tego bloga! 🙂

Coś czuję, że te roślinowe zmiany spodobają się też sympatykowi wszelkiej roślinności i wielogodzinnego wylegiwania się, Fryczkowi:

Reklamy

Dlaczego weganizm?

Można zapytać po co? Po co się męczyć, czytać etykiety w sklepach, wyrzekać się przyjemności (z perspektywy czasu – wątpliwej) jedzenia nabiału? Po co wychodzić poza szereg i robić inaczej niż wszyscy, mieć problem z jedzeniem w restauracjach?

Tak naprawdę weganizm jest wyborem etycznym oraz wyborem zdrowotnym. Żaden zdrowy człowiek wychowany w naszej cywilizacji nie będzie umartwiał swojego ciała i doprowadzał się do chorób po to by zwierzętom żyło się lepiej. Taka jest rzeczywistość, chociaż pewnie zalazłyby się wyjątki. Prawdopodobnie ja też bym nie podjęła takiej decyzji, jeśli miałaby ona prowadzić do niszczenia siebie. Jest to naturalny instynkt samozachowawczy i nikt nie powinien tego stawiać w złym świetle.

Jednak jak się okazuje jedzenie mięsa i nabiału bynajmniej nie jest potrzebne naszemu ciału by mogło zdrowo funkcjonować.  Można obejrzeć bardzo ciekawy wywiad z panią dietetyk Biernat-Kałużą, która prowadzi rozbudowane badania na temat diety wegańskiej i okazuje się, że jej pacjenci zdrowieją z czasem bardzo zaawansowanych chorób na diecie wegańskiej, w przeciwieństwie do pacjentów na diecie mieszanej.

Gdy mój chłopak zaproponował mi przejście z wegetarianizmu na weganizm byłam ogromnie sceptyczna, obawiałam się właśnie konsekwencji zdrowotnych. Nie chciałam sponsorować obozów masowej eksploatacji i rzezi zwierząt, wiedziałam jakie są warunki i skutki produkcji nabiału, jednak byłam zmuszona do ignorancji tych faktów i odcięcia emocjonalnego od tego, ponieważ uważałam, że to jest konieczne do zdrowia mojego ciała. Okazało się jednak, że moja wiedza jest obiegowa i nie prawdziwa. Po obejrzeniu różnych materiałów moje obawy rozwiały się i pozostało stawienie czoła przyzwyczajeniu do smaku i nabiałowemu łakomstwu :).

Kamieniem milowym w moim poznawaniu weganizmu był wykład Garego Yourofsky.

Bardzo długi wykład, jednak ogromnie inspirujący, wspaniała energia prowadzącego i wiele interesujących rzeczy. „Must see” osób rozważających przejście na weganizm lub zainteresowanych tym stylem jedzenia i życia.

Po rozwianiu kwestii zdrowotnych przychodzi właśnie siła przyzwyczajenia. Często słyszę jak ludzie mówią, że nie mogą żyć bez jajecznicy czy sera. Przyznam, że ja byłam ogromnym nabiałożercą (niestety bez korzyści dla zdrowia), jednak ostatecznie rezygnacja z nabiału nie wydała mi się czymś trudnym i nie czuję bym odbierała sobie coś.

Z początku trudno jest przezwyciężyć swoje przyzwyczajenia smakowe (np. ja uwielbiałam smak sera Mozzarella i Camembert), jednak jest to już kwestia wartości jakimi wybieramy by kierować się w życiu.

Wraz z świadomością skutków produkcji produktów nabiałowych (ogromna eksploatacja krów i kóz, absurdalne warunki chowu, przeznaczanie potomków męskich na rzeź, sterylizacja tych zwierząt bez znieczulenia etc.) i świadomością sponsorowania takich praktyk własnymi pieniędzmi przyzwyczajenia smakowe szybko ustępują obrzydzeniu i kacowi moralnemu. Szybko również ciało zaczyna wchodzić na lżejsze obroty, czuć się lepiej i myśl o zjedzeniu nabiału dosłownie jest obciążająca i zamulająca.

Podobnie się dzieje np. po odstawieniu przez dłuższy czas słodyczy – ciało nabiera wstrętu do trucizny i tego co mu szkodzi.